Twitter jako narzędzie dezinformacji

Twitter jako narzędzie dezinformacji podczas wojny na Ukrainie

Wojna informacyjna była towarzyszką każdych zmagań wojskowych od antyczności. Obecnie nie jest inaczej, zmieniła się jedynie forma przekazu. Przez rozwój internetu i mediów społecznościowych, to tam zaczęły trafiać nieprawdziwe informacje które mają wpłynąć na myśli i zachowania odbiorców. Twitter jako narzędzie dezinformacji podczas wojny na Ukrainie sprawdził się idealnie.

Twitter jako narzędzie dezinformacji

Media społecznościowe stanowią obecnie jedno z głównych źródeł informacji dla wielu użytkowników Internetu. Wojna na Ukrainie pokazała, że media społecznościowe odgrywają bardzo ważną rolę informacyjną. Pokazując, że walkę informacyjną w tym pozytywnym aspekcie, którą prowadzi Ukraina nadal trwa z rosyjskim agresorem. Ośmieszając przeciwnika oraz komunikując się ze światem. Jednak socjal media mają też złą rolę, której celem jest dezinformacja, tworzenie fake newsów, czy prowadzenie propagandy białej i czarnej. W obecnej wojnie między Ukrainą a Rosją, Zachód też bierze udział. Jako obserwatorzy i aktywni użytkownicy mediów społecznościowych codziennie lajkując, podając dalej, udostępniając z komentarzem, bierzemy udział po dobrej lub złej stronie wojny na Ukrainie.

Zobacz także: Obchody Polskiej Akcji NKWD w Sokołach 2023

Dla Rosji Internet to narzędzie do osiągania celów politycznych i gospodarczych. Spolaryzowane społeczeństwa Europy Zachodniej, bez wartości, pogrążające się w chaosie jest dla władz kremla idealną wizją. Internet stał się idealnym miejscem, gdzie można się zrzeszać, tworzyć wizję nowego społeczeństwa, szerzyć dezinformację, budować skrajne grupy, przekazywać światu informację z określoną tezą. Chociażby o końcu demokracji liberalnej przy pomocy mediów takich jak Russia Today (RT), Sputnik oraz mediów społecznościowych. Coraz częściej dowiadujemy się o ingerencjach Rosji w procesy wyborcze, wspieraniu i rozpowszechnianiu społecznego buntu w różnych częściach świata. Rosja nie odpowiada bezpośrednio za ich tworzenie, nie musi. Ale wykorzystuje narzędzia stworzone do tego przez Zachód.

Narzędziem, które może służyć do rozpowszechniania dezinformacji w prowadzonej wojnie może być Twitter, ze względu na swoją szybkość przekazywania informacji. Przejęcie przez E. Muska Twittera, który chce by platforma była bardziej „wolnościowa” sprawiło, że rozpowszechnianie się dezinformacji przyśpieszyło. W niniejszej pracy autor przyjrzy się Twitterowi jako narzędziu dezinformacji w prowadzonej wojnie na Ukrainie.

Twitter jako narzędzie dezinformacji w społeczeństwie

Twitter (obecnie X) jak każda platforma społecznościowa pozwala użytkownikom dzielić się ze światem wieloma informacjami. Niestety wśród informacji takich jak, jaką kto książkę przeczytał, zdjęciami kotków czy prywatnymi poglądami, pojawiają się informację, których celem jest sianie dezinformacji, fake newsów czy propagandy. Twitter ze względu na swoją specyfikę, gdzie co chwila coś się dzieje, a rozpowszechniane informacje są szybsze od agencji informacyjnych sprawia, że bardzo łatwo o tworzenie fałszywych informacji. Te w bardzo łatwo zyskują zasięgi, a ludzie w nie wierzą, bo mają problem z nadmiarem informacji i ich przetworzeniem.

Zobacz także: Operacja Polska NKWD. Czyli masowe ludobójstwo Polaków w ZSRR

Twitter podobnie jak inne media społecznościowe stara się walczyć z dezinformacją, która jest rozpowszechniana na tej platformie. W połowie marca 2022 roku Twitter informował, iż zajmuje się monitorowaniem i usuwaniem treści zawierających dezinformacje na temat konfliktu na Ukrainie. Serwis wtedy przekazał, że podjął działania w wyniku, których oznaczył lub usunął 50 tys. treści stanowiących fake newsy związane z trwającą wojną. Dodatkowo Twitter usunął ok. 75 tys. kont za działalność niezgodną ze standardami i spam, które były powiązane m.in. z hasztagiem #IStandWithPutin.

Niestety przejęcie przez Elona Muska Twittera sprawiło, że standardy, którymi kierowała się platforma i wymagania, które stawiała Unia Europejska oraz władze USA przestały mieć znaczenie dla miliardera, który uważa, że „wolność słowa” w jego mniemaniu nie ma ograniczeń. Czystki jakich dokonał Musk po przejęciu Twittera sprawiły, że nie miał kto monitorować platformy przed treściami nieodpowiednimi. W lutym bieżącego roku Twitter przedstawił raport, jak walczy z dezinformacją na swojej platformie, według komunikatów unijnych, urzędnicy europejscy ostrzegali, że „oczekują więcej od platformy prowadzonej przez Elona Muska”.

Twitter jako narzędzie dezinformacji podczas wojny na Ukrainie

Twitter przed przejęciem przez Muska, zgodził się razem z 34 innymi firmami przestrzegać zestawu określonych regulacji wytyczonych przez Komisję Europejską w zakresie postępowania, w zakresie dezinformacji. Jednak według komunikatu UE Twitter nie spełnił standardów, jak inne firmy. Raport firmy był „ubogi w dane i nie zawierał informacji na temat zobowiązań do wzmocnienia pozycji społeczności weryfikującej fakty” – jak informowano w komunikacie. Dość swobodne podchodzenie Muska do przestrzegania przepisów sprawiło, że miliarder postanowił, że Twitter opuścił europejski sojusz na rzecz walki z dezinformacją, tym samym rezygnując z dobrowolnego kodeksu dobrych praktyk, który miał wspomagać działania przeciwko dezinformacji. Tym samym platforma staje się coraz bardziej narzędziem do siania dezinformacji i fake newsów.

Już wcześniejsza decyzja Muska dot. przyznawania niebieskich „znaczków weryfikacji” sprawiła, że wiele osób, prawdziwych lub ukrywających się pod nickiem mogło wykupić ten znaczek, stając się posiadaczami Twitter Blue w ramach subskrypcji pozwalającej na więcej. Jednak „znaczek weryfikacji”, który do tej pory wyznaczał standard wiarygodności konta sprawił, że wiele osób zaczęło się podszywać pod wiele znanych osób czy nawet instytucji. Potem to uregulowano wyznaczając szare lub złote znaczki weryfikacji, jednak nadal wiele osób widzących niebieski „znaczek weryfikacji” myśli, że ma dotyczenia z autentycznym i wiarygodnym kontem, które nie będzie rozpowszechniać fałszywych informacji.

Zobacz także: Niemiecki romantyzm a sprawa polska. Początek niemieckiego nacjonalizmu

Twitter jako medium społecznościowe jest pełne treści, gdzie mogą się pojawiać w gąszczu informacji treści nieprawdziwe. Przez nadmiar tych informacji bardzo łatwo jest wprowadzić treści fałszywe, które mogą być dalej rozpowszechnione. Użytkownicy często nieświadomie, ale i także świadomie dalej kolportują nieprawdziwe informacje. Wojna na Ukrainie pokazała, że bardzo łatwo jest informacje nieprawdziwe wprowadzić do obiegu. Przez co instytucje rządowe czy pozarządowe muszą interweniować, by sprostować informacje lub pokazać, że są fałszywe.

Piotr Panasiuk – dezinformator na twitterze

Pierwszym przykładem osoby, która bardzo często rozprowadza informacje fałszywe lub szerzy dezinformacje na Twitterze jest Piotr Panasiuk, osoba sympatyzująca z kręgami rosyjskimi i rozpowszechniająca treści prorosyjskie. Konto to ma 7 167 obserwujących oraz ma niebieski znaczek weryfikacji, tzn. że jest posiadaczem Twitter Blue, pozwalającym na „przychylność” algorytmów. Piotr Panasiuk rozpowszechniał informacje na podstawie Nikołaja Patruszewa, sekretarza Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej: który miał powiedzieć: „Amerykanie nieraz „pomagali” krajom w historii. (…) „Pomagali” też Ukrainie, wywierali presję na ich satelity i dostarczali amunicję ze zubożonym uranem. Ich zniszczenie doprowadziło do tego, że radioaktywna chmura skierowała się w stronę Europy Zachodniej. A w Polsce już odnotowano wzrost promieniowania.

Piotr Panasiuk
Piotr Panasiuk na Twitterze

Użytkownik Piotr Panasiuk bezrefleksyjnie zaczął rozpowszechniać informacje o chmurze radioaktywnej. W komentarzach zaczęto zwracać jemu uwagę, że to kłamstwo, mimo to zaczął rozpowszechniać informacje, że „anomalię wykryto w Lublinie, ale ma to związek z wybuchem amunicji w Chmielnickim”według niego. Państwowa Agencja Atomistyki zdementowała informacje powielane w mediach społecznościowych, piszącże sytuacja radiacyjna w kraju jest w normie. Czasowe, podwyższone wartości naturalnego tła promieniowania nie są niczym nadzwyczajnym i występują regularnie m.in. w trakcie opadów deszczu”.

Odniosła się również do wykresu, na który powoływał się Panasiuk „w mediach udostępniane są również wykresy ze stacji Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie monitorującej radioaktywność w Lublinie. Na tych wykresach obserwujemy podwyższone wartości bizmutu-214. To także efekt opadów atmosferycznych. To tylko jeden z przykładów jakie rozpowszechnia na Twitterze np. pisał o zbrodniach ukraińskich, przedwczesnym upadku Bachmutu, kolportując tym samym tak naprawdę przekaz z rosyjskich ośrodków propagandowych. Panasiuk startował także w 2019 roku z list Konfederacji czy pisze dla portalu konserwatyzm.pl, gdzie rozpowszechnia tezy zgodne z linią Rosji.

Inne przykłady dezinformacji

Kolejnym przykładem szerzenia nieprawdziwych informacji jest konto Łukasz, konto to ma 1 256 obserwujących i jest mocno zaangażowane w antyukraińskie treści. Jednym z przykładów nieprawdziwych informacji rozpowszechnianych przez to konto są informacje jakoby Polska miała plany przekazania swoich samolotów F-16 jak pisze w autor: „PILNE !! Ptaszki ćwierkają,że są prowadzone rozmowy…i przekazanie F-16 to mało, Polska (rząd-okupant) rozważa oddania/udzielenia do dyspozycji naszych Polskich lotnisk dla samolotów ukraińskich! Nie można na to pozwolić! To jest oficjalne włączenie się w nie nasz konflikt!

Twitter narzędziem dezinformacji
Twitter narzędziem dezinformacji

Należy zwrócić uwagę od razu na niepoprawną gramatykę, na pierwszy rzut oka widać, że informacja jest niezrozumiała. Co daje do myślenia, że treść mogła pisać osoba, która nie zna j. polskiego albo bezrefleksyjnie przekopiowała z innych treści np. na Telegramie. Konto to jest bardzo mocno zaangażowane w szerzenie nieprawdziwych i antyukraińskich treści, wspomaga je profil www.StopUkrainizacjiPolski.pl, który również jest zaangażowany w rozpowszechnianie antyukraińskich treści i ma nawet własną stronę internetową. Zgodnie z komunikatami rząd Polski, nie planuje przekazania samolotów F-16 z tego względu, że przekazał już swoje MiG-29. Polskie władze wielokrotnie powtarzały, że przekazanie F-16 nie wchodzi w grę z wielu powodów jak np. osłabienie własnych zdolności. Polska ma za mało tych samolotów, by przekazać je Ukrainie, obecnie Polska posiada 48 maszyn F-16 w wersjach C/D.

Twitter jako narzędzie dezinformacji poza granicami Polski

Kolejnym przykładem rozpowszechniania nieprawdziwych informacji jakoby wojny na Ukrainie nie było, jest nagranie przedstawiające McDonalds w Kijowie, gdzie młodzi Ukraińcy spędzają czas i kupują jedzenie – według konta @amuse tak nie powinno być, w czasie działań wojennych, tym samym negując wojnę, co ciekawe konto to ma 226,9 tys. obserwujących, więc ma ogromne zasięgi. Autor na podstawie nagrania próbuje tworzyć narrację, że wojny na Ukrainie nie ma, skoro Ukraińcy spędzają czas w znanej restauracji. Autor nie bierze pod uwagę, że większość działań wojennych odbywa się na wschodzie kraju. Oczywiście mamy do czynienia z atakami dronów na Kijów, które pojawiają się często. Ludzie jednak na Ukrainie starają się żyć normalnie mimo działać wojennych, duża część dyplomatów wróciła na Ukrainę. A na Ukrainę podróżują nawet politycy jak np. J. Biden.

Zobacz także: Racja Na II Rodzinnym Festynie Charytatywnym W Dubecznie

Kolejnym przykładem nieprawdziwej informacji jest tweet konta chefboyrdave2.1 aka daveK, które rozpowszechniało nagranie z rzekomej obecności „natowskich” żołnierzy na Ukrainie. Dokładna analiza wideo, pokazuje, że wideo zostało nakręcone w 2021 roku i przedstawia ewakuację sił amerykańskich z Afganistanu po przejęciu władzy w kraju przez talibów. Wskazuje na to duża liczba osób w czasie ewakuacji z lotniska w Kabulu, a także stroje miejscowych. Konto próbowało udowodnić, że w działaniach wojennych biorą udział żołnierze z krajów NATO, oraz że żołnierze z krajów Sojuszu są obecnie na Ukrainie, co nie jest prawdą. 

Podsumowanie

Powyższe przykłady są tylko małym wycinkiem tego co jest udostępniane na Twitterze. Pod koniec maja bardzo głośno na tej platformie było o rzekomej śmierci Wałerija Załużnego, naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy. Wiele kont rozpowszechniało informacje, że generał nie żyje. Mimo tego, że władze Ukraińskie zdementowały kolportowane przez rosyjskie ośrodki informację, że jest martwy. Pojawiały się także analizy, że generał ma nie ten kolor oczu, zbyt mały zarost czy podważano wiarygodności zdjęć i filmów, że żyje.

Pytaniem otwartym zostaje. Jak Twitter będzie próbował walczyć z takimi nieprawdziwymi informacjami i czy w ogóle będzie chciał, po tym jak opuścił europejski sojusz na rzecz walki z dezinformacją? Czy jednak spojrzenie na koszty, że może stracić duży rynek w Europie wezmą górę? I platforma będzie musiała podporządkować się by przeciwdziałać kłamstwom. Twitter niestety przez swoją specyfikę jest idealnym miejscem do rozpowszechniania nieprawdziwych informacji. Nawet wielki sztab ludzi zatrudnionych w Twitterze nie będzie mógł skutecznie walczyć z kłamstwem. Dlatego koniecznym jest podochodzenie do każdej informacji z ostrożnością w innym wypadku twitter jako narzędzie dezinformacji sprawdzi się bardzo dobrze.

Racja na II Rodzinnym Festynie Charytatywnym w Dubecznie